© 2017 MICEadvice Poland

October 27, 2019

September 23, 2019

February 21, 2017

February 9, 2017

Please reload

Ostatnie posty

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Wyróżnione posty

Wino a incentive

October 27, 2019

W krajach, w których produkuje się wino, jest ono nieodłącznym elementem programów incentive. Najczęściej to odwiedziny w jednej lub kilku winnicach połączone ze zwiedzaniem, objaśnianiem procesów uprawy, zbioru i produkcji i zakończone najbardziej przyjemną częścią programu czyli degustacją win, którym towarzyszą typowo lokalne przekąski. W zależności od kraju, regionu, winnicy jest to albo klasyczne degustowanie niewielkich ilości albo powolne osiągnie błogiego rauszu. 

Kiedyś we Francji w czasie degustacji lokalna przewodniczka, starsza elegancka pani opowiadała mi, jak przywiozła do tej samej winnicy grupę Rosjan. - I wiesz - rzuciła oburzona - oni na mnie zaczęli krzyczeć, że co to za degustacja, jak im cały czas każą wypluwać! Oni tyle zapłacili i chcą się w końcu napić a nie tylko wypluwać! Bywają i takie rozczarowania... Z kolei w Gruzji właściciel winnicy swój lokalny bimber (chacha) polewał nam hojnie do szklanek z emaliowanego niebieskiego wiaderka sporej wielkości...

Niekiedy program w całości może się sprowadzać do odwiedzania winnic. Znakomicie sprawdza się to we włoskim Piemoncie, gdzie infrastruktura, gościnność i odpowiedni PR równoważy niedostatki wina, które nie jest aż tak znakomite, jak twierdzą lokalni producenci.

We Francji w okolicach Bordeaux od winnicy do winnicy można sobie jeździć rowerem, w miarę upływu czasu, ślad jest coraz bardziej wężykowaty, by na końcu zjeść obiad w ogrodzie w prywatnym domu i znów napić się wina, a na deser zjeść świeże truskawki w czerwonym winie.

Można też zamówić sommeliera i zaprosić gości na kolację (gdyby ktoś szukał w Rzymie, chętnie polecę!).

Dla mnie jednym z najprzyjemniejszych doświadczeń winnych, w których uczestniczyłam, było zorganizowane w RPA blendowanie wina w winnicy położonej niedaleko uroczego miasteczka Stellenbosch. Już samo miasteczko jest warte uwagi.  Leży jedynie 50 kilometrów od Cape Town. Założone w XVII wieku przez gubernatora Kolonii Przylądkowej Simona van der Stella (od jego nazwiska pochodzi nazwa miasta), stanowi dziś ośrodek uniwersytecki. Stellenbosch ze swoją kolonialną zabudową holenderską, uroczymi kawiarniami i atmosferą uniwersyteckiego campusu zniewala urokiem. Dodatkowo otoczone jest winnicami. I w jednej z takich winnic odbyło się, pod okiem doświadczonego somelliera blendowanie wina. Atmosfera była weekendowa, mieszkańcy Cape Town przyjeżdżają tu na obiad i zakupy wina, które mam wrażenie ma niższe ceny niż w sklepie.

Grupa siedzi w ogrodzie. Aby wprowadzić element rywalizacji, jest podzielona na dwie drużyny, każda z nich ma swój stolik. Somellier objaśnia. Na stolikach stoi butelka wina  - to ideał do którego dążymy, mieszanka różnych szczepów. Zadaniem grupy jest stworzenie takiego samego blendu z dostępnych win. Trzeba smakować i degustować. Sprawdzać proporcje, znów pić, poprawiać. Cudowna, odpowiedzialna praca. Pod koniec zabawy butelki są puste, a ludzie szczęśliwi. I wtedy łagodnie można przejść do obiadu. Z winem. 

Bo jak kiedyś powiedział mi pewien Włoch, prezes międzynarodowej firmy na Europę - Wino to nie jest alkohol. Wino to jest styl życia.

 

 

 

 

 

 

  

 

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Podążaj za nami

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Wyszukaj wg tagów
Please reload

Archiwum
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square