Wyróżnione posty

Wino a incentive

W krajach, w których produkuje się wino, jest ono nieodłącznym elementem programów incentive. Najczęściej to odwiedziny w jednej lub kilku winnicach połączone ze zwiedzaniem, objaśnianiem procesów uprawy, zbioru i produkcji i zakończone najbardziej przyjemną częścią programu czyli degustacją win, którym towarzyszą typowo lokalne przekąski. W zależności od kraju, regionu, winnicy jest to albo klasyczne degustowanie niewielkich ilości albo powolne osiągnie błogiego rauszu.

Kiedyś we Francji w czasie degustacji lokalna przewodniczka, starsza elegancka pani opowiadała mi, jak przywiozła do tej samej winnicy grupę Rosjan. - I wiesz - rzuciła oburzona - oni na mnie zaczęli krzyczeć, że co to za degustacja, jak im cały czas każą wypluwać! Oni tyle zapłacili i chcą się w końcu napić a nie tylko wypluwać! Bywają i takie rozczarowania... Z kolei w Gruzji właściciel winnicy swój lokalny bimber (chacha) polewał nam hojnie do szklanek z emaliowanego niebieskiego wiaderka sporej wielkości...

Niekiedy program w całości może się sprowadzać do odwiedzania winnic. Znakomicie sprawdza się to we włoskim Piemoncie, gdzie infrastruktura, gościnność i odpowiedni PR równoważy niedostatki wina, które nie jest aż tak znakomite, jak twierdzą lokalni producenci.

We Francji w okolicach Bordeaux od winnicy do winnicy można sobie jeździć rowerem, w miarę upływu czasu, ślad jest coraz bardziej wężykowaty, by na końcu zjeść obiad w ogrodzie w prywatnym domu i znów napić się wina, a na deser zjeść świeże truskawki w czerwonym winie.

Można też zamówić sommeliera i zaprosić gości na kolację (gdyby ktoś szukał w Rzymie, chętnie polecę!).

Dla mnie jednym z najprzyjemniejszych doświadczeń winnych, w których uczestniczyłam, było zorganizowane w RPA blendowanie wina w winnicy położonej niedaleko uroczego miasteczka Stellenbosch. Już samo miasteczko jest warte uwagi. Leży jedynie 50 kilometrów od Cape Town. Założone w XVII wieku przez gubernatora Kolonii Przylądkowej Simona van der Stella (od jego nazwiska pochodzi nazwa miasta), stanowi dziś ośrodek uniwersytecki. Stellenbosch ze swoją kolonialną zabudową holenderską, uroczymi kawiarniami i atmosferą uniwersyteckiego campusu zniewala urokiem. Dodatkowo otoczone jest winnicami. I w jednej z takich winnic odbyło się, pod okiem doświadczonego somelliera blendowanie wina. Atmosfera była weekendowa, mieszkańcy Cape Town przyjeżdżają tu na obiad i zakupy wina, które mam wrażenie ma niższe ceny niż w sklepie.

Grupa siedzi w ogrodzie. Aby wprowadzić element rywalizacji, jest podzielona na dwie drużyny, każda z nich ma swój stolik. Somellier objaśnia. Na stolikach stoi butelka wina - to ideał do którego dążymy, mieszanka różnych szczepów. Zadaniem grupy jest stworzenie takiego samego blendu z dostępnych win. Trzeba smakować i degustować. Sprawdzać proporcje, znów pić, poprawiać. Cudowna, odpowiedzialna praca. Pod koniec zabawy butelki są puste, a ludzie szczęśliwi. I wtedy łagodnie można przejść do obiadu. Z winem.

Bo jak kiedyś powiedział mi pewien Włoch, prezes międzynarodowej firmy na Europę - Wino to nie jest alkohol. Wino to jest styl życia.




Posty już wkrótce
Cierpliwości...
Ostatnie posty
Archiwum
Wyszukaj wg tagów
Nie ma jeszcze tagów.
Podążaj za nami
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square

© 2017 MICEadvice Poland